Nasz portal korzysta z informacji zapisanych za pomocą plików cookies. Więcej informacji w polityce dotyczącej plików cookies. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci komputera.
Nie pokazuj tego komunikatu

Miot „R”

Mimo, że zima w pełni, to była bardzo wiosenna randka! 8 i 9 lutego BRONKA Tu Pilnuje spotkała się w Bawarii z reproduktorem Niemieckiego Klubu Hovawarta RZV – MIRO von der Jagsthӧhe.
Miro na working-dog
Bronka na working-dog
Miro to bardzo temperamentny sportowy hovawat, pasjonat piłek i miłośnik współpracy ze swoją przewodniczką Anją Spielmann. Razem doszli do najwyższego wyszkolenia w tropieniu, posłuszeństwie i obronie – IPO-3.

Bronka i Miro to psy gruntownie przebadane, certyfikaty potwierdzają zdrowie ich oczu i serc, a kojarzenie spełnia zalecenia w kierunku zapobiegania mielopatii zwyrodnieniowej (DM).
Zaplanowany miot będzie czwartym Miro i trzecim Bronki. Jeżeli ciąża zostanie potwierdzona, poród powinien nastąpić w połowie kwietnia, a szczenięta będą gotowe na zmianę domu w połowie czerwca. Spodziewamy się maluchów czarnych podpalanych i blond.
Jeżeli szczenięta odziedziczą temperament po rodzicach, będą to psy aktywne, wymagające codziennej dawki ruchu i zajęcia. Dlatego razem z Anją mamy nadzieję, że „nasze” szczenięta trafią do domów aktywnych, gdzie będą rozwijane zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Pospolite wybieganie nie zawsze wystarcza, a hovek znudzony, to hovek działający na własną łapę, co nie zawsze jest na rękę jego przewodnikowi. :-)

12 marca badanie usg potwierdziło moje przypuszczenia - Bronka jest szczenna! Mamy miesiąc na przygotowania do przyjścia na świat dzieciaków.

14. kwietnia pod wieczór Bronka zaczęła rodzić w tempie ekspresowym, tak że w niecałe dwie i pół godziny było na świecie już 5 szczeniąt. Stan ten okazał się ostatecznym, więc z dumą ogłaszam, że mamy trzy podpalane pieski i dwie suczki: podpalaną i blond. Noworodki reprezentowały wagę średnią, którą pewnie szybko będą powiększać, mając do dyspozycji po dwa miejsca tankowania na łebka. Taki kompaktowy miot jest bardzo wygodny w obsłudze.;)
A tu kilka zdjęć z naszego wspólnego początku.

Po pięciu dniach „pękł kilogram”. Rekord należy do blond kluchy, która w tempie ekspresowym podwoiła swoją wagę. Rodzeństwo nie pozostaje daleko w tyle i dzielnie goni siostrę.
10 dni za nami. Jestem trochę bezrobotna! Drybed cały czas suchy i czysty (dzięki Bronce i dry-bedowi;)). Nawet przez chwilę miałam podejrzenie, że maluchy kup nie robią, ale w końcu wypatrzyłam jeden całkiem spory egzemplarz i skończyłam się martwić. Po prostu Bronka stała się super mamą, (przy poprzednich dzieciach kupy były feeee).
Mleko też leci ciurkiem z dziesięciu spustów, więc małe opijusy tankują i śpią, tak na zmianę. Ten ogólny dobrostan sprawił, że w dziesiątym dniu życia nasza blond rekordzistka potroiła swoją wagę urodzeniową. Wyczyn to niezwykły, gdyż przeciętnie w tym czasie szczenięta swoją wagę "zaledwie" podwajają. Lubię przeciętność i umiar w tym temacie, ale nie mam jak zakręcić mlecznych kurków. ;)
Jakkolwiek jest, maluchy rosną bardzo ładnie i oby tak dalej!
10 pierwszych dni pstrykanych komórką.

W piętnastym dniu blond klucha ważyła 2 kg! Wychodzi na to, że dziennie przybiera równo 10 dag.
Jesteśmy już 20 dni razem! Ratunku, jak ten czas leci!!! Teraz szczeniaki zmieniają się z dnia na dzień. Każdy waży ponad 2 kg, ma otwarte oczy i uszy oraz kiełkujące zęby. Maluchy utrzymują się już na nogach dreptając nieporadnie, ale skutecznie. Cały czas największym ich wyzwaniem jest dobranie się do najbardziej mlecznego cycora i opróżnienie go do cna, choć coraz większą frajdę sprawiają im zabawy z rodzeństwem i ze mną oraz Bronką. Powoli zaczynają się też interesować zabawkami.
Następne 10 dni, czyli jeszcze kojcowo i trochę sennie, ale już nie tylko!

To niewiarygodne, ale właśnie minął nam wspólny miesiąc! Ostatnie 10 dni było pełnych zmian. Najpierw, mając trzy tygodnie i trzy dni, maluchy awansowały z kojca w sypialni do ich własnego „apartamentu” z wybiegiem. Od tej pory, na szczęście, wszystkie kupy mamy już na zewnątrz! Muszę tylko wstać na pierwszy szczek szczeniaków, czyli około 5 rano, żeby otworzyć im drzwi. (Zastanawiam się właśnie, czy pobudka o 5 to szczęście, ale biorąc pod uwagę, że szczenięta to kupa szczęścia z przewagą kupy… Tak, to zdecydowanie szczęście.:))
Pogoda nas nie rozpieszcza, przeważnie siąpi, więc wszystko jest mokre, choć były ze dwa dni w miarę słoneczne. Małe wychodzą jednak dzielnie w słońce, w deszcz, w kapuśniaczek i w burzę. Wiadomo, że słońce najlepsze, bo można się wywalić na drybedzie i poleniuchować. A tak, to szybka kupa, siku, trochę galopów, tunel, kładka i z powrotem do suchego wnętrza.
Menu malców również uległo zmianie. Jedzą już regularnie 4x dziennie rozmoczoną karmę, w dodatku z własnych misek. Cycek zostaje na dokładkę, o której decyduje Bronka. Naprawdę nie wiem, kiedy dzieciaki się tego wszystkiego nauczyły. To się po prostu dzieje. A tempo zmian zadziwia mnie niezmiennie.
Dobiliśmy do miesiąca!

Zbliżamy się do czterdziestki. Oczywiście liczonej we wspólnych dniach. Psiaki śpią już przy otwartej klapie, wychodzą i wchodzą kiedy chcą, więc nie mam porannej pobudki na „kupasiku”. Teraz budzi mnie Bronka, żeby nakarmić małe. Szczenięta ssą matkę jeszcze dwa razy dziennie, właśnie rano i wieczorem.
Oprócz rozmoczonej karmy dostają już suche chrupki do gryzienia, na razie w formie nagródek.
Jeżeli chodzi o sprzątanie, jestem prawie bezrobotna, gdyż maluchy załatwiają się na zewnątrz, maszerując na kupę w najdalszą część kojca, na trawę. Wystarczy, że zrobię tam porządek raz dziennie, a że pada regularnie, mamy prawdziwe WC. :)
Naszą ulubioną zabawą jest czesanie. Mam specjalną małą szczotkę do szczenięcej sierści, którą wyczesuję wybrańca wylegującego się na moich kolanach, a on dumnie z góry spogląda na rodzeństwo próbujące zająć jego miejsce. Nie ma to, jak łączyć przyjemne z pożytecznym.;)
Szósty tydzień.

Zainteresowanych szczeniętami z tego kojarzenia zapraszam do odwiedzin! :)